Wydawnictwo Oficyna
Strona główna Recenzje
Wydawnictwo Oficyna Kompozytorzy Dziennik Muzyczny Recenzje Instytut Neuronowy Do pobrania Krótki opis Kontakt
 
 

  

   

Józef Elsner 

Symfonia C-dur i uwertury operowe

 DUX 0568

 

 

Postaram się tym razem krótko napisać o Józefie Elsnerze, który wbrew radzie swego taty znalazł w Polsce coś ciekawego. Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Opolskiej wydała kilka utworów tego kompozytora, który za młodu był Niemcem, albo może, jak chcą niektórzy, całkowicie zniemczałym Ślązakiem, a na starość został Polakiem. Co nie do końca jest prawdą, bo jego „Sumariusz” napisany był po niemiecku, ale o tym innym razem.

 

Na wspomnianej płycie jest symfonia C-dur. Niczym szczególnym nie wyróżnia się spośród całej masy klasycyzujących utworów na wzór szkoły wiedeńskiej. Cytat z „Mazurka Dąbrowskiego” jest w niej tak zakamuflowany, że trudno go w ogóle wychwycić. Ale utwór nie przynosi wstydu autorowi. Można by jego autora nawet nazwać małym klasykiem warszawskim.

 

Dalsze utwory to już same uwertury oper Elsnera. Tytuły te: „Andromeda”, „Sułtan Wampum”, „Leszek Biały” i „Echo w lesie” – niewiele mówią dzisiejszemu odbiorcy. Ale zgrabnie zarysowany mały temacik w uwerturze do „Andromedy” mile się pieści z uchem słuchacza. Natomiast skromniutki polonezik w uwerturze do „Leszka Białego” jakby przemawiał już nie sztuczną przerysówką polskiej nuty, tak częstą wówczas u kompozytorów europejskich. Nie są to dźwięki jakichś Helmutów przebranych za Jaśków i pitolących mazura, jakby małpa grała na perkusji. Delikatnie potraktowana wstawka Alla Polacca świadczy raczej o tym, że jej autor dużo się nauczył w Polsce, aby jego wydanie polskiej nuty było przynajmniej zgrabne. Opracowanie i aranżacja Grzegorza Fitelberga może także na to wpłynęła. Autor tych słów nie wie, bo nie zna oryginału Elsnera.

 

Natomiast dość zabawna, ale mało pomysłowa uwertura z „Echa w lesie” gdzie drobniutkie iluminacyjki robią za naśladowcze możliwości lasu, jako nosiciela dźwięków odbitych, są jak urocze igraszki dzieci. Szkoda, że całego tego utworu nie można usłyszeć na scenach polskich, jak i pozostałych oper Elsnera, tak ślicznie okaleczonych wydaniem samych uwertur.

 

Wszystko to w należyty sposób podane, bez wielkiego nadąsania a z gracją i wdziękiem przez orkiestrę i jej dyrygenta Bogusława Dawidowa. Sama płyta także wydana z gustem, bez nadmiaru precelków, co jest obecnie dość rzadkie w Polsce wśród wydawców muzyki XIX wieku i dawniejszej. I jeśli sam sponsor tej płyty także nie przyszedł do Polski grabić i mordować, ale żeby znaleźć tu coś ciekawego i grzecznie przypomnieć o tym, że pięknie spolszczony Niemiec, albo, jak chcą niektórzy, zniemczony do cna Ślązak, może dać Światu dzięki polskości coś oryginalnego, to całe to wydawnictwo uznać można za udane i śmiało postawić na półce obok innych znakomitych wydań.

 

 

Andrzej Marek Hendzel